Dość długo mnie nie było i przepraszam za to.
Jak wskazuje tytuł, praca wre. Jednak nie myślcie, że chodzi tu tylko o korektę ;) Drugą rzecz pozostawię na razie w aurze tajemnicy.
Jak napisałam, korekta przebiega albo raczej przebiegała dość sprawnie, póki nie pewien incydent, który chwilowo uniemożliwił mojej babci dalszą pracę nad tekstem.
Ale myślę, że niedługo wznowimy poprawki !
W podzięce, że jesteście ze mną i dajecie mi swoje opinie króciutki opis otoczenia, który (tak myślę) wyszedł mi całkiem nieźle.
Zapraszam do lektury, oceniajcie !
***
Mleczna kula pływała na
powierzchni dygocącej rzeki, smaganej wiatrem. To księżyc w pełni swą poświatą
rozświetlał nocną próżnię, przyćmiewając nawet najjaśniejsze gwiazdy. Jego
blade a jednocześnie jaskrawe snopy dawały poczucie panującego wciąż dnia. One
wraz z szeleszczącymi tajemniczo liśćmi wysokich drzew współtworzyły złowrogą
atmosferę. Peter wyczuwał ją na wylot, dręczony spazmami dreszczy grozy. Siedział
z podkurczonymi nogami pod brodą i pozwalał, by chłodne podmuchy bawiły się
jego gęstymi, kasztanowymi włosami. W tym momencie nie dbał o to, jak wygląda.
Uwagę skupiał na słuchaniu podstępnych świstów przemykającego między źdźbłami
trawy wiatru i wpatrywał się w falujący, wodny księżyc. Lecz jego myśli i tak
wędrowały w przeciwnym kierunku, wbrew jego woli.
- Nie !- krzyknął, zaciskając
powieki i zatykając dłońmi uszy. Poderwał się z miejsca i za wszelką cenę nie
otwierał oczu ani uszu. Miał wrażenie, jak każdy zimny powiew niesie ze sobą
szept, zły szept, a każde odbicie w rzece ukazuje twarz, złą twarz. (...)