Poniżej wklejam jeden z fragmentów książki, z pierwszego rozdziału.
Czekam na Wasze opinie ;)
***
1
Szkic przedstawia kotwicę zwisającą na grubym łańcuchu z burty statku
„Konwalia”.
Słaby promień światła wejrzał do
ciemnego pokoju na szczycie latarni morskiej. Minął stertę brudnych ubrań,
oświetlił starą, drewnianą podłogę z wytartych desek i cichutko,
niepostrzeżenie wtargnął na wielkie łoże, okryte niebieską kołderką, na którym
spał Wiktor. Spod pierzyny wystawały jedynie kręcone blond włosy. Promień
zawzięcie szukał chociażby małej szczelinki, by móc za wszelką cenę obudzić
chłopca. Przecież dziś jest cudowny dzień! Aż trudno sobie wyobrazić, żeby
przespać taką wspaniałą pogodę, nawet jeśli to pierwszy dzień wakacji i każdy
uczeń pragnie jak najdłużej delektować się upragnionym odpoczynkiem.
Jednak rozkosz tę zakłócił
budzik, który przez cały rok szkolny dbał, by dzieci nie spóźniały się na
lekcje i który również rozpoczął swoje wakacje. Tak nie było w przypadku
niebieskiego budzika Wiktora, który musiał pracować nawet wtedy, kiedy nie był
potrzebny. Wiktor od razu poderwał się z łóżka, jakby tylko czekał na sygnał
startu. Spojrzał na zegarek. Była szósta rano.
- Idealnie!- powiedział do siebie
i z uśmiechem na twarzy odsłonił długie, błękitne firany. Do komnaty wlało się
ciepłe, poranne światło bałtyckiego słońca. Oświetliło niebieskie ściany,
obwieszone morskimi szkicami oraz obrazami, przedstawiającymi różne statki. Na
środku pokoju stało wielkie łoże, zrobione ze starej, rybackiej łódeczki. Po
obu jej stronach znajdowały się dwie, równe komody z wytartego, błękitnego
drewna, na których stały dwie małe lampki i stosy książek. Z lewej strony od
łóżka wystawał z podłogi właz taki, jakie umieszczane są w łodziach podwodnych.
Poza tym w pokoju stały trzy regały, z takiego samego drewna, co komody. Na
półkach widniały najróżniejsze przyrządy, niezbędne na każdym statku. Przy
oknie stało biurko, na którym walały się własnej roboty mapy, puste kartki i
kubek z ołówkami.
Wiktor spojrzał na morze. Było
dziś nadzwyczaj spokojne.
- No, pogoda jest wymarzona.
Przed wyjazdem zdążę jeszcze ponurkować.- uśmiechnął się na myśl o dzisiejszym
wyjeździe do Chorwacji, który zafundowali mu rodzice na tegoroczne piętnaste
urodziny. Wiktor już od paru miesięcy ekscytował się, że przez dwa tygodnie nie
zobaczy siostry bliźniaczki, Kasi i odpocznie od rodziców. W dodatku całe dnie
będzie spędzał w wodzie Morza Adriatyckiego, które świetnie nadaje się do
wyszukiwania ciekawych okazów muszli, których zresztą miał sporą kolekcję w
trzech gablotkach ustawionych na półkach.
Ze sterty ubrań, leżących na
podłodze wyciągnął spodenki do kąpieli. Podszedł do lustra, przeczesał ręką
gąszcz włosów, spojrzał na swoje odbicie. Miał niebieskie oczy, mały, zadarty
nos i wąskie usta.
Stwierdziwszy, że wygląda w miarę
dobrze, przebrał spodenki i otworzył ciężki właz. Zjechał po wąskich,
metalowych schodkach. Zjazd zajął mu aż trzy minuty, ponieważ musiał zjechać na
sam dół latarni, którą połączono z dużym domem, a raczej willą. Posiadłość
umieszczona była na wzniesieniu, z którego roztaczał się wspaniały widok na
Morze Bałtyckie. Wiktor przeszedł przez wąski korytarz, łączący latarnię z
domem i wszedł do salonu. Przeszedł obojętnie obok Ferdka- psa rasy owczarek
niemiecki- i znalazł się w kuchni. Ku jego zdziwieniu zastał tam, siedzących
przy stole i jedzących śniadanie rodziców oraz Kasię.
- O, nasza królewna wstała!-
zawołała Kasia na widok brata i uśmiechnęła się do niego sztucznie. Wiktor nie
zwrócił uwagi na jej powitanie, otworzył lodówkę i wyjął arbuza.
- A wy co się tak szybko
zerwaliście?- zapytał, jedząc owoc.
- Słuchaj Wiktor… Zaszła mała
zmiana.- tata mówił powoli, dokładnie dobierając słowa.- Bo widzisz… Ach,
odwołano twoją wycieczkę.
Wiktor popatrzył na niego tępym
wzrokiem. Przestał rzuć owoc, stał jak zamrożony i wpatrywał się w twarz ojca.
- Jak to? Żartujesz, prawda?-
starał się nie krzyczeć.
- Wczoraj w nocy kierownik z
biura zadzwonił. Hotel, który mieliście zająć, wycofał zamówienie. Przykro mi.
Wiktor nie wiedział, co z sobą
zrobić. Miał ochotę zamknąć się teraz w pokoju albo najlepiej utopić się w
wodzie. To był dla niego cios poniżej pasa. Bez słowa ruszył ku wyjściu, lecz
cichy głos mamy go zatrzymał.
- Skarbie… Przez trzy tygodnie
nas nie będzie. Wykupiliśmy wycieczkę do Egiptu i wylatujemy dziś o ósmej. Za
chwilę przyjedzie po nas taksówka.
„Egipt?! Najbardziej tajemnicze
miejsce pod słońcem! W dodatku mógłbym tam nurkować!”. Wiktor czuł, że zaraz
rozpłacze się jak małe dziecko z bezsilności.
- A… Co ze mną?
- Cóż, plan był taki, że ty
byłbyś na swojej wycieczce, my na swojej. Wiem, że to straszne, chcieliśmy
wykupić jeszcze dla ciebie miejsce, ale już wszystkie były zajęte. Wybacz nam,
ale będziesz musiał zostać… sam.- ostatnie słowa dobiły Wiktora. Wyszedł z
kuchni i pobiegł do pokoju. Nie miał ochoty nawet na nurkowanie, chciał pobyć
sam, wykrzyczeć się, rozładować złość. Wdrapał się szybko na górę i zamknął z
hukiem właz. Rzucił się na łóżko, zakrywając głowę poduszką.
„Te wakacje będą na pewno
najgorszymi ze wszystkich! To niesprawiedliwe!” pomyślał, po czym powoli usiadł
na skraju łódki. Zakrył twarz dłońmi. Siedział tak przez dwadzieścia minut i na
pewno siedziałby dłużej, gdyby nie pukanie do włazu. Powoli wstał i otworzył
go. W wejściu zastał tatę. Na koszuli w czerwoną kratę przyszyto inicjały, w
razie jej zgubienia: A.B., czyli Adam Bielski. Tata wszedł do pokoju i stanął
naprzeciwko syna. Popatrzył mu w oczy i rzekł:
- Słuchaj, Wiktor… Wiem, co
czujesz. Jesteś zawiedziony, że te wakacje prawdopodobnie nie pójdą po twojej
myśli, ale zrozum, że staraliśmy się o miejsce dla ciebie w tej wycieczce,
naprawdę. Raz w tygodniu będzie tutaj przychodziła pani Zofia, moja sekretarka.
Wiem, że sobie poradzisz sam, ale wolałbym mieć pewność, że wszystko jest w
porządku, dlatego pani Zofia będzie mnie informowała, jakby coś było nie tak.
Zostawiam ci pieniądze w kredensie, powinno wystarczyć na zakupy.- mrugnął do
niego okiem. Chłopak zauważył, że przeczesał wąsy i nałożył na nie jakąś pastę,
która nieprzyjemnie pachniała oraz wymienił okulary na nowe.
- Spokojnie tato, rozwalę tylko
pół domu.- Wiktor uśmiechnął się lekko. Tata odwzajemnił uśmiech i poczochrał
mu włosy. Ruszył w stronę włazu.
- Baw się dobrze. Będziemy
dzwonić. Aha, lepiej tu posprzątaj.
Wiktor kiwnął na niego głową i
zamknął właz. Wtem zadzwonił telefon.
- Baw się dobrze, królewno!-
odezwał się ironiczny głos Kasi.
- Mam nadzieję, że zgubisz drogę
powrotną z piramidy.- odgryzł się i odłożył słuchawkę. Z powrotem runął na
łóżko, zwijając się w kłębek. Nie miał na nic ochoty. (...)