niedziela, 10 marca 2013

A praca wre...

Witajcie !
Dość długo mnie nie było i przepraszam za to.
Jak wskazuje tytuł, praca wre. Jednak nie myślcie, że chodzi tu tylko o korektę ;) Drugą rzecz pozostawię na razie w aurze tajemnicy.
Jak napisałam, korekta przebiega albo raczej przebiegała dość sprawnie, póki nie pewien incydent, który chwilowo uniemożliwił mojej babci dalszą pracę nad tekstem.
Ale myślę, że niedługo wznowimy poprawki !
W podzięce, że jesteście ze mną i dajecie mi swoje opinie króciutki opis otoczenia, który (tak myślę) wyszedł mi całkiem nieźle.
Zapraszam do lektury, oceniajcie !
***

 Mleczna kula pływała na powierzchni dygocącej rzeki, smaganej wiatrem. To księżyc w pełni swą poświatą rozświetlał nocną próżnię, przyćmiewając nawet najjaśniejsze gwiazdy. Jego blade a jednocześnie jaskrawe snopy dawały poczucie panującego wciąż dnia. One wraz z szeleszczącymi tajemniczo liśćmi wysokich drzew współtworzyły złowrogą atmosferę. Peter wyczuwał ją na wylot, dręczony spazmami dreszczy grozy. Siedział z podkurczonymi nogami pod brodą i pozwalał, by chłodne podmuchy bawiły się jego gęstymi, kasztanowymi włosami. W tym momencie nie dbał o to, jak wygląda. Uwagę skupiał na słuchaniu podstępnych świstów przemykającego między źdźbłami trawy wiatru i wpatrywał się w falujący, wodny księżyc. Lecz jego myśli i tak wędrowały w przeciwnym kierunku, wbrew jego woli.
- Nie !- krzyknął, zaciskając powieki i zatykając dłońmi uszy. Poderwał się z miejsca i za wszelką cenę nie otwierał oczu ani uszu. Miał wrażenie, jak każdy zimny powiew niesie ze sobą szept, zły szept, a każde odbicie w rzece ukazuje twarz, złą twarz. (...)

piątek, 15 lutego 2013

W podzięce krótki fragment !

Witajcie !
Jesteście wspaniali ! Liczba odwiedzających mnie zszokowała- nie spodziewałam się takiego zainteresowania.
Za wszystkie opinie jestem dozgonnie wdzięczna. Wasze słowa dla mnie, młodej "pisarki" są najważniejsze !
Jak na razie znikam na parę dni z bloga, ale wszelkie najświeższe informacje zawsze wylądują tu !
W podzięce za komentarze i Wasze zaangażowanie umieszczam krótki fragment, raczej ze środka książki.
Staram się, by fragmenty zbytnio nie nawiązywały do poprzednich, gdyż nie chcę jeszcze zdradzać całej książki ;)
Pozdrawiam, trzymajcie się !
***
(...)
Z przysadzistej, drewnianej budki przy bramie łypnął na niego łysy strażnik. Chłopak kiwnął mu głową. Strażnik o gęstych wąsiskach, otworzył mu bramę, ociągając się przy tym niesamowicie.
- Dziękuję.- chłopak głębokim głosem odezwał się i podziękował ponownym skinieniem głowy. Wskoczył na siodło i wjechał na teren posesji. Przywiązał wierzchowca do metalowego ogrodzenia. Wspiął się po dwu stopniowych schodach na werandę. Zanim zapukał do drzwi, poprawił czarny płaszcz i przygładził gąszcz kasztanowych włosów. Wyglądał na jakieś siedemnaście lat, o czym świadczyły gładkie, młodzieńcze rysy twarzy.
Dwoma puknięciami w witraż w drzwiach zasygnalizował swoje przybycie. Niemal natychmiast drzwi uchyliły się, a w wejściu powitał go mężczyzna w średnim wieku. Wyglądał bardzo elegancko z przygładzonymi, rzadkimi włosami oraz jednym szkiełkiem w oku.
- Ach, panicz Peter.- powitał młodzieńca cichym, spokojnym głosem.- Proszę za mną.- gestem dłoni zaprosił chłopaka do środka. Bez słowa zaprowadził Peter’a przez przestronny hol do gabinetu po prawej stronie. Usadowił go w ciepłym, seledynowym fotelu naprzeciw biurka i nakazał tutaj poczekać. Peter rozejrzał się po kunsztownym wnętrzu gabinetu. Przeważały tu odcienie bordowej barwy. Ściany pokrywały najrozmaitsze obrazy w złotych ramach, przedstawiające głównie portrety nieznanych mu ludzi. Na jednym rozpoznał postać królowej Wiktorii. Z tyłu pokoju buchał ogień w wielkim, białym kominku.
Kiedy drzwi otworzyły się, Peter wyprostował się na fotelu. Za biurkiem miejsce zajął mężczyzna w sile wieku, odziany w białą koszulę i bordową kamizelkę. W ustach trzymał fajkę o złotych zdobieniach, z której pykały kłębki dymku. Przez przestronne okno za plecami mężczyzny Peter zauważył, że niebo spowiła noc.
Starszy mężczyzna nie zwracał uwagi na chłopaka, przeglądając stertę papierów. Peter czuł się zakłopotany narastającą ciszą. W końcu odezwał się pierwszy, poprzedzając słowa chrząknięciem.
- Chciałbym zdać raport.- zdobył się na mocny głos, choć w rzeczywistości czuł strach przed mężczyzną. Ten wyjrzał na moment zza kartki, świdrując Peter’a małymi oczkami.
- Oczywiście.- odezwał się w końcu.- Wybacz, ale mam wiele spraw na głowie w związku z wojną burską. Ale poczekaj, nie będziesz przecież opowiadał o suchym gardle.
Hrabia zadzwonił dzwoneczkiem, który stał obok na biurku. Chwilę później do gabinetu weszła pulchna kobieta w białym czepcu, niosąc tacę z drogą porcelaną. Napełniła do połowy dwie filiżanki parującym płynem i na spodkach postawiła jedną przed chłopcem, drugą przed hrabim i pośpiesznie wyszła. Peter pociągnął łyk herbaty.
- Słucham.- hrabia odrzucił papiery i skupił wzrok na twarzy chłopca, zagłębiając się w swoim fotelu i powolnie pykając z fajki. Peter czuł się nieswojo pod okiem mężczyzny i na początku nie wiedział, jak zacząć.
- Cel dotarł do świata dziewczyny. Stacjonują nieopodal Chlebowego Grodu.- oznajmił niepewnie.
Hrabia pykał z fajki w zamyśleniu. Peter otarł spocone dłonie o spodnie.
- Dziękuję, Peter.- odezwał się nagle ożywiony, tak, że Peter niemal podskoczył w fotelu. Hrabia ponownie zagłębił się w lekturze, co oznaczało, że rozmowa dobiegła końca. Peter wstał sztywno z fotela i już kierował się do wyjścia, kiedy przystanął, przypomniawszy sobie, że nie powiedział jeszcze wszystkiego. Odwrócił się na pięcie do hrabiego.
- On jest chory.- oznajmił, ale zamiast głębokiego głosu, wydobył się szept.
Starszy mężczyzna zerknął na chłopca, marszcząc czoło.
- Słucham ?
- Chłopak jest chory.- Peter zdobył się na mocniejszy głos.
Twarz mężczyzny nie zdradzała żadnych uczuć, ale Peter wiedział, że ta wiadomość zaintrygowała hrabiego.
- Na dżumę.- dodał Peter, splatając ręce za plecami. W tym momencie dostrzegł, jak twarz mężczyzny zbladła, a wyraźne rysy twarzy stały się bardziej widoczne. Przez krótką chwilę trwali w ciszy.
- Wiesz, co robić.- powiedział hrabia grobowym głosem.
(...)

czwartek, 14 lutego 2013

Gdzie ta książka ?

Witajcie !
Chciałabym serdecznie podziękować za wszystkie opinie przesłane do mnie nie tylko na blogu, ale również na innych portalach. Dzięki, że mieliście czas zajrzeć i ocenić. Liczba odwiedzających rośnie !
Książka jest świeżutka, dlatego fragmenty na pewno nie są jakimś "cud, miód i orzeszki", ale niedługo nastąpi korekta. Rozmawiałam z babcią i niezmiernie się ucieszyła, słysząc, że skończyłam tą moją małą powieść. Przesłałam jej plik i razem będziemy poprawiać ewentualne błędy.
Droga do wydania książki jest wyboista i pełna nieoczekiwanych zakrętów, ale widząc Wasze opinie coraz bardziej wierzę, że uda mi się przez nią przebrnąć !
Wszelkie informacje będę dodawać na bieżąco.
Dziękuje jeszcze raz i pozdrawiam !
Zachęcam do lektury i polecajcie !

Nowy fragment ;)

Zauważyłam, że liczba wyświetleń rośnie... I się bardzo cieszę ! Gdyby jeszcze było więcej komentarzy, to byłabym w siódmym niebie ;D
Na zachętę wklejam następny fragment i zapraszam do komentowania !
***

(...)
 -To ryzykowne… Ale może się udać.- wstała i spojrzała na chłopca.-Od jak dawna jesteś w celi?
-Chyba rok. O co chodzi?
„Rok…”, pomyślała „chyba się uda.”
-Posłuchaj. Jest sposób, którego nigdy nie próbowałam. On może nas ocalić.
Lorez również wstał i spojrzał niepewnie na dziewczynę.
-Co znaczy, że jest ryzykowny?
-To, że muszę wejrzeć w twoje oczy.
Chłopiec przełknął głośno ślinę.
-Nie możesz…
-Jeżeli mamy się stąd wydostać, najważniejsza jest współpraca. Musisz mi zaufać.- spojrzała w zielone, przestraszone oczy. Lorez odwrócił szybko wzrok:
-Zgoda.
***
- Usiądź.- poleciła chłopcu. Ten niepewnie zajął wskazane miejsce. Wzrok miał cały czas utkwiony w podłodze. Alea usiadła naprzeciw niego. Odsunęła wszelkie myśli na bok, wszystko, co ją trapiło i przeszkadzało w skupieniu się. Musiała całkowicie się rozluźnić, aby nic nie zakłóciło procesu odtworzenia drogi prowadzącej do wyjścia.
Wejrzenie w głąb czyichś oczu nie było łatwym zadaniem, wymagało dużej ilości energii. Poza tym istniała możliwość, że wejrzenie będzie zbyt długie, co spowoduje utratę wszystkich wspomnień obydwu osób, lub osoba wpatrująca zapadnie w trans, z którego się nie obudzi. Dzięki perfekcyjnemu opanowaniu tego zaklęcia mag mógł powalić przeciwnika jednym spojrzeniem.
- No dobrze.- powiedziała, osiągając pełne skupienie- Spójrz na mnie.
***
Napływ wielkiej ilości urwanych obrazów wstrząsnął Aleą. Nigdy nie widziała takiej ilości przepływających obok zapamiętanych widoków. Unosiły się, jakby upadek w ogóle im nie zagrażał. Niektóre były mniej lub bardziej wyraziste. Przedstawiały różne miejsca, przedmioty, ludzi. Szybko opamiętała się i przeleciała przez serię wspomnień, szukając dnia, kiedy chłopca wprowadzano do podziemi. Wyglądało to, jakby znalazła się w obszernej galerii sztuki i przelatywała między dziełami malarskimi wybitnych malarzy. Skręciła w prawo. Zatrzymała się i rozejrzała między rzędami wizji. Jedna z nich przykuła jej uwagę. Podleciała do obrazu i, niepewna co zrobić, weszła w niego. Otoczenie zawirowało, zmieniając swój wygląd. Teraz komnata była widokiem z oczu Loreza, podążającego za masywnym strażnikiem. Alea wpatrywała się w niego i zapamiętywała każdy zakręt, którym przeszli. Nic nie słyszała oraz nie czuła, jedynie widziała. Po krótkim czasie obraz zakończył się wejściem do celi. Komnata ponownie zawirowała i dziewczyna znalazła się przed wspomnieniem. Złapała oddech i dopiero uświadomiła sobie, że cały czas coś mamrocze pod nosem. Zaprzestała potoku słów. Jednocześnie wyrwała się z transu i zaklęcie skończyło się. Znów patrzyła swymi brązowymi oczami w zielone oczy Loreza, który sprawiał wrażenie odurzonego. Odsunęła się i oparła plecami o ścianę.
- Na Urdana Wielkiego, okropne zaklęcie!- czuła się tak, jakby właśnie odbyła walkę z całą armią wojowników. Oddychała szybko, masując sobie skronie.
- Jak się czujesz?- zapytała chłopca, wpatrując się w sufit.
-Jakoś.- odpowiedział beznamiętnym głosem. Alea podniosła się i odkryła, że z trudem utrzymuje się na nogach. Przeklęła pod nosem. Nie mogła wyrównać oddechu, w dodatku kręciło jej się w głowie. Lorez również wstał, podpierając się ściany.
- Chodź- rzekł do dziewczyny, odpychając się od ściany- musimy uciekać. 
(...)

Następny fragment ;)

Ten fragment jest z innego rozdziału książki, myślę, że ciekawszy od pierwszego fragmentu ;)
Dodawajcie opinie i polecajcie !
***

2
Szkic przedstawia małego Ferdka, leżącego na kocu. Rysunek został wykonany w siódme urodziny Wiktora.
 Alea siedziała na małym krzesełku w celi. Podpierała podbródek o dłoń i znudzonym wzrokiem wpatrywała się w drzwi naprzeciw niej.  Obok leżał Doriat- biały smok wielkości słonia. Czarne ślepia powoli ukrywały się za ciężkimi powiekami, język oblizywał wargi, jakby od niechcenia. Alea spoglądała czule na smoka, to na mały otwór przy suficie w ścianie z kratami, po których spływały kaskady wody w wyniku trwającej ulewy. Ziewnęła, nie zwracając uwagi na liczne błyski oraz grzmoty i znów odwróciła wzrok w stronę drzwi.
- Ale zimno!- wykrzyknęła, budząc  smoka. Ten obrzucił ją gniewnym spojrzeniem, po czym zaskomlał i położył się na boku, rozprostowując łapy. Alea wstała i spojrzała przez otwór. Jak zawsze obserwowała małą wioskę, położoną przy murach Czarnego Królestwa. Ciepłe światła tańczyły w małych okienkach domów. Dziewczyna westchnęła i powlekając nogami, podeszła do metalowych drzwi. Przyłożyła rękę i wymamrotała słowo: Burra. W ręce dziewczyny nastąpił wybuch, kłębki dymu wzbiły się w górę. Alea odgarnęła je ręką i spojrzała na miejsce, gdzie miała pojawić się dziura, umożliwiająca ucieczkę. Drzwi nie zostały nawet porysowane. Dziewczyna spróbowała jeszcze pięć razy, jednak z tym samym rezultatem. Zmęczona, usiadła ciężko na podłodze i zasnęła.
Spała niespokojnie, co chwilę budząc się z zimna. Ostatecznie przerwała sen, gdy do celi wszedł królewski sługa. Ukłonił się niedbale przed Aleą i położył na podłodze małą tacę z kromką chleba i miską wody. Doriat spojrzał gniewnie na mężczyznę, pobrzękując łańcuchami, które trzymały go przy ziemi i nie pozwalały na nawet najmniejszy ruch. Sługa patrzył wyczekująco na Aleę. Dziewczyna podeszła wolno do jedzenia, jednak zamiast sięgnąć wyciągnęła rękę w stronę sługi.
- Mdlej!- zawołała, przywołując swoją moc. Mężczyźnie zatrzęsły się nogi, upadł na kolano, chwytając się za głowę. Alea nie czekała dłużej i ruszyła biegiem do wyjścia. Przekraczając próg upadła ciężko, łamiąc nos. Sługa wstał i, trzymając dziewczynę za nogę, pociągnął ją z powrotem do pomieszczenia. Alea leżała na ziemi, trzymając się za nos, z którego sączyła się krew.
- Jeszcze się nie nauczyłaś, przeklęta gnido, że nigdy stąd nie uciekniesz?- zapytał złowieszczym tonem, otrzepując ręce.
- Nie masz prawa obrażać Opiekunki Smoczej Monety! Gdybym miała dość siły… Zapłacisz mi jeszcze!- krzyczała, podnosząc się na nogi. Sługa zaśmiał się tubalnym głosem, po czym wyszedł. Chwilę później do celi wbiegł niski, ubrany w zieloną szatę w ciemne plamy (Aleę zawsze zastanawiało, czy są to plamy brudu, czy element zdobień szaty) mężczyzna. Siwa broda, przypominająca bardziej sople lodu, zwisała mu do ziemi. Mężczyzna co krok przydeptywał ją skórzanymi sandałami, biegnąc do dziewczyny. Siedziała na krześle, machając nogami. W ogóle nie zwracała uwagi na krew, która obficie sączyła się z nosa.
- No, no! Przyszedłeś szybciej niż zwykle!- zawołała na widok mężczyzny. – Zamknąłeś dokładnie drzwi?
-Tak, tak!- odparł, spoglądając za siebie. Ze skórzanej torby wyciągnął dwa kawałki płótna i podał dziewczynie.
-Dziękuję.- odpowiedziała, przyciskając płótno do nosa- Masz coś dla mnie, czy nadaremnie się potłukłam?
-Mam, jest tego sporo.- wyciągnął pięć płatów mięsa i podał smokowi. Doriat obdarzył mężczyznę serdecznym spojrzeniem i pochłonął pierwszy płat. Alea odgarnęła kruczoczarne włosy za ucho, nie spuszczając wzroku z gościa.
-Druidzie, kiedy ostatni raz mnie odwiedziłeś?
-Dokładnie dwa miesiące temu, na twoje czternaste urodziny.- przeszukał torbę, po czym wyjął bochenek chleba i ser. Podając posiłek dziewczynie, powiedział:
-To wszystko, co udało mi się przemycić.
-A masz miód ?- zapytała, nie posłuchawszy Druida i odgryzła kawałek sera. Druid westchnął i uśmiechnął do siebie.
-Nie, niestety nie.- wyciągnął z rękawa pliczek pożółkłych listów. Alea przerwała jedzenie i z ciekawością spoglądała na rękę Druida. Ten rozejrzał się niepewnie po celi. Usiadł na zimnej, kamiennej podłodze i ściszył głos do szeptu.
Alea zaniepokoiła się. Minęły już cztery lata odkąd trafiła do celi po Wielkiej Wojnie między Czarnym Królestwem a Białym Królestwem. Przez to straciła kontakt ze swoimi siostrami. Dzięki wizytom Druida, który na zamku pełnił służbę uzdrowiciela, wiedziała, co się z nimi dzieje.
Z tego, co ostatnio przekazał Druid wywnioskowała, że Loera i Elis są gdzieś w Europie, na Błękitnej Planecie. Gdyby udało jej się wydostać z celi i dotrzeć do sióstr, mogłyby razem ponownie dołączyć do Białego Królestwa i stawić czoła Czarnym Wojskom.
Jednak zawsze zagrażała możliwość, która bardzo martwiła Aleę- Loera i Elis mogłyby zostać złapane i wtrącone do celi, a wtedy Insygnia pilnowane przez nie (Loera i Elis również były Opiekunkami) trafiłby w ręce okrutnego króla Crispina Czarnego Królestwa.
Druid otworzył usta i już miał zamiar przemówić, gdy za drzwiami dobiegło głośne wołanie strażnika:
-Skończyłeś już z nią?
Alea zamarła, oczekując odpowiedzi Druida. Jeśli strażnik wejdzie teraz do pomieszczenia, uzdrowiciel mógłby pożegnać się z życiem.
-Jeszcze chwileczkę! Wstrętna dziewucha!- zawołał, wstając i wytarł ręką czoło, zlane potem. Strażnik mruknął w odpowiedzi, po czym nucił jakąś melodię. Alea odetchnęła z ulgą.

środa, 13 lutego 2013

Tak na rozgrzewkę...

Poniżej wklejam jeden z fragmentów książki, z pierwszego rozdziału.
Czekam na Wasze opinie ;)
***

1
Szkic przedstawia kotwicę zwisającą na grubym łańcuchu z burty statku „Konwalia”.

Słaby promień światła wejrzał do ciemnego pokoju na szczycie latarni morskiej. Minął stertę brudnych ubrań, oświetlił starą, drewnianą podłogę z wytartych desek i cichutko, niepostrzeżenie wtargnął na wielkie łoże, okryte niebieską kołderką, na którym spał Wiktor. Spod pierzyny wystawały jedynie kręcone blond włosy. Promień zawzięcie szukał chociażby małej szczelinki, by móc za wszelką cenę obudzić chłopca. Przecież dziś jest cudowny dzień! Aż trudno sobie wyobrazić, żeby przespać taką wspaniałą pogodę, nawet jeśli to pierwszy dzień wakacji i każdy uczeń pragnie jak najdłużej delektować się upragnionym odpoczynkiem.
Jednak rozkosz tę zakłócił budzik, który przez cały rok szkolny dbał, by dzieci nie spóźniały się na lekcje i który również rozpoczął swoje wakacje. Tak nie było w przypadku niebieskiego budzika Wiktora, który musiał pracować nawet wtedy, kiedy nie był potrzebny. Wiktor od razu poderwał się z łóżka, jakby tylko czekał na sygnał startu. Spojrzał na zegarek. Była szósta rano.
- Idealnie!- powiedział do siebie i z uśmiechem na twarzy odsłonił długie, błękitne firany. Do komnaty wlało się ciepłe, poranne światło bałtyckiego słońca. Oświetliło niebieskie ściany, obwieszone morskimi szkicami oraz obrazami, przedstawiającymi różne statki. Na środku pokoju stało wielkie łoże, zrobione ze starej, rybackiej łódeczki. Po obu jej stronach znajdowały się dwie, równe komody z wytartego, błękitnego drewna, na których stały dwie małe lampki i stosy książek. Z lewej strony od łóżka wystawał z podłogi właz taki, jakie umieszczane są w łodziach podwodnych. Poza tym w pokoju stały trzy regały, z takiego samego drewna, co komody. Na półkach widniały najróżniejsze przyrządy, niezbędne na każdym statku. Przy oknie stało biurko, na którym walały się własnej roboty mapy, puste kartki i kubek z ołówkami.
Wiktor spojrzał na morze. Było dziś nadzwyczaj spokojne.
- No, pogoda jest wymarzona. Przed wyjazdem zdążę jeszcze ponurkować.- uśmiechnął się na myśl o dzisiejszym wyjeździe do Chorwacji, który zafundowali mu rodzice na tegoroczne piętnaste urodziny. Wiktor już od paru miesięcy ekscytował się, że przez dwa tygodnie nie zobaczy siostry bliźniaczki, Kasi i odpocznie od rodziców. W dodatku całe dnie będzie spędzał w wodzie Morza Adriatyckiego, które świetnie nadaje się do wyszukiwania ciekawych okazów muszli, których zresztą miał sporą kolekcję w trzech gablotkach ustawionych na półkach.
Ze sterty ubrań, leżących na podłodze wyciągnął spodenki do kąpieli. Podszedł do lustra, przeczesał ręką gąszcz włosów, spojrzał na swoje odbicie. Miał niebieskie oczy, mały, zadarty nos i wąskie usta.
Stwierdziwszy, że wygląda w miarę dobrze, przebrał spodenki i otworzył ciężki właz. Zjechał po wąskich, metalowych schodkach. Zjazd zajął mu aż trzy minuty, ponieważ musiał zjechać na sam dół latarni, którą połączono z dużym domem, a raczej willą. Posiadłość umieszczona była na wzniesieniu, z którego roztaczał się wspaniały widok na Morze Bałtyckie. Wiktor przeszedł przez wąski korytarz, łączący latarnię z domem i wszedł do salonu. Przeszedł obojętnie obok Ferdka- psa rasy owczarek niemiecki- i znalazł się w kuchni. Ku jego zdziwieniu zastał tam, siedzących przy stole i jedzących śniadanie rodziców oraz Kasię.
- O, nasza królewna wstała!- zawołała Kasia na widok brata i uśmiechnęła się do niego sztucznie. Wiktor nie zwrócił uwagi na jej powitanie, otworzył lodówkę i wyjął arbuza.
- A wy co się tak szybko zerwaliście?- zapytał, jedząc owoc.
- Słuchaj Wiktor… Zaszła mała zmiana.- tata mówił powoli, dokładnie dobierając słowa.- Bo widzisz… Ach, odwołano twoją wycieczkę.
Wiktor popatrzył na niego tępym wzrokiem. Przestał rzuć owoc, stał jak zamrożony i wpatrywał się w twarz ojca.
- Jak to? Żartujesz, prawda?- starał się nie krzyczeć.
- Wczoraj w nocy kierownik z biura zadzwonił. Hotel, który mieliście zająć, wycofał zamówienie. Przykro mi.
Wiktor nie wiedział, co z sobą zrobić. Miał ochotę zamknąć się teraz w pokoju albo najlepiej utopić się w wodzie. To był dla niego cios poniżej pasa. Bez słowa ruszył ku wyjściu, lecz cichy głos mamy go zatrzymał.
- Skarbie… Przez trzy tygodnie nas nie będzie. Wykupiliśmy wycieczkę do Egiptu i wylatujemy dziś o ósmej. Za chwilę przyjedzie po nas taksówka.
„Egipt?! Najbardziej tajemnicze miejsce pod słońcem! W dodatku mógłbym tam nurkować!”. Wiktor czuł, że zaraz rozpłacze się jak małe dziecko z bezsilności.
- A… Co ze mną?
- Cóż, plan był taki, że ty byłbyś na swojej wycieczce, my na swojej. Wiem, że to straszne, chcieliśmy wykupić jeszcze dla ciebie miejsce, ale już wszystkie były zajęte. Wybacz nam, ale będziesz musiał zostać… sam.- ostatnie słowa dobiły Wiktora. Wyszedł z kuchni i pobiegł do pokoju. Nie miał ochoty nawet na nurkowanie, chciał pobyć sam, wykrzyczeć się, rozładować złość. Wdrapał się szybko na górę i zamknął z hukiem właz. Rzucił się na łóżko, zakrywając głowę poduszką.
„Te wakacje będą na pewno najgorszymi ze wszystkich! To niesprawiedliwe!” pomyślał, po czym powoli usiadł na skraju łódki. Zakrył twarz dłońmi. Siedział tak przez dwadzieścia minut i na pewno siedziałby dłużej, gdyby nie pukanie do włazu. Powoli wstał i otworzył go. W wejściu zastał tatę. Na koszuli w czerwoną kratę przyszyto inicjały, w razie jej zgubienia: A.B., czyli Adam Bielski. Tata wszedł do pokoju i stanął naprzeciwko syna. Popatrzył mu w oczy i rzekł:
- Słuchaj, Wiktor… Wiem, co czujesz. Jesteś zawiedziony, że te wakacje prawdopodobnie nie pójdą po twojej myśli, ale zrozum, że staraliśmy się o miejsce dla ciebie w tej wycieczce, naprawdę. Raz w tygodniu będzie tutaj przychodziła pani Zofia, moja sekretarka. Wiem, że sobie poradzisz sam, ale wolałbym mieć pewność, że wszystko jest w porządku, dlatego pani Zofia będzie mnie informowała, jakby coś było nie tak. Zostawiam ci pieniądze w kredensie, powinno wystarczyć na zakupy.- mrugnął do niego okiem. Chłopak zauważył, że przeczesał wąsy i nałożył na nie jakąś pastę, która nieprzyjemnie pachniała oraz wymienił okulary na nowe.
- Spokojnie tato, rozwalę tylko pół domu.- Wiktor uśmiechnął się lekko. Tata odwzajemnił uśmiech i poczochrał mu włosy. Ruszył w stronę włazu.
- Baw się dobrze. Będziemy dzwonić. Aha, lepiej tu posprzątaj.
Wiktor kiwnął na niego głową i zamknął właz. Wtem zadzwonił telefon.
- Baw się dobrze, królewno!- odezwał się ironiczny głos Kasi.
- Mam nadzieję, że zgubisz drogę powrotną z piramidy.- odgryzł się i odłożył słuchawkę. Z powrotem runął na łóżko, zwijając się w kłębek. Nie miał na nic ochoty. (...)

wtorek, 12 lutego 2013

Witaj Czytelniku

Witaj Czytelniku !
Znajdujesz się na stronie mojego bloga na temat książki pt. "Smocze Insygnia: Moneta Prawdy" mojego autorstwa.
Moneta Prawdy jest pierwszą i zarazem (jak przewiduję) jedną z kilku części serii Smocze Insygnia.

Chciałabym na tej stronie dzielić się z Tobą urywkami z książki oraz opiniami na jej temat. Liczę na to, że spodoba Ci się moja amatorska twórczość.

Jak na razie blog jest w przygotowaniu. Wszelkie informacje będę umieszczać na bieżąco.