Dodawajcie opinie i polecajcie !
***
2
Szkic przedstawia małego Ferdka, leżącego na kocu. Rysunek został
wykonany w siódme urodziny Wiktora.
Alea siedziała na małym krzesełku w celi.
Podpierała podbródek o dłoń i znudzonym wzrokiem wpatrywała się w drzwi
naprzeciw niej. Obok leżał Doriat- biały
smok wielkości słonia. Czarne ślepia powoli ukrywały się za ciężkimi powiekami,
język oblizywał wargi, jakby od niechcenia. Alea spoglądała czule na smoka, to
na mały otwór przy suficie w ścianie z kratami, po których spływały kaskady
wody w wyniku trwającej ulewy. Ziewnęła, nie zwracając uwagi na liczne błyski
oraz grzmoty i znów odwróciła wzrok w stronę drzwi.
- Ale zimno!- wykrzyknęła,
budząc smoka. Ten obrzucił ją gniewnym
spojrzeniem, po czym zaskomlał i położył się na boku, rozprostowując łapy. Alea
wstała i spojrzała przez otwór. Jak zawsze obserwowała małą wioskę, położoną przy
murach Czarnego Królestwa. Ciepłe światła tańczyły w małych okienkach domów.
Dziewczyna westchnęła i powlekając nogami, podeszła do metalowych drzwi. Przyłożyła
rękę i wymamrotała słowo: Burra. W ręce dziewczyny nastąpił wybuch, kłębki dymu
wzbiły się w górę. Alea odgarnęła je ręką i spojrzała na miejsce, gdzie miała
pojawić się dziura, umożliwiająca ucieczkę. Drzwi nie zostały nawet porysowane.
Dziewczyna spróbowała jeszcze pięć razy, jednak z tym samym rezultatem.
Zmęczona, usiadła ciężko na podłodze i zasnęła.
Spała niespokojnie, co chwilę
budząc się z zimna. Ostatecznie przerwała sen, gdy do celi wszedł królewski
sługa. Ukłonił się niedbale przed Aleą i położył na podłodze małą tacę z kromką
chleba i miską wody. Doriat spojrzał gniewnie na mężczyznę, pobrzękując
łańcuchami, które trzymały go przy ziemi i nie pozwalały na nawet najmniejszy
ruch. Sługa patrzył wyczekująco na Aleę. Dziewczyna podeszła wolno do jedzenia,
jednak zamiast sięgnąć wyciągnęła rękę w stronę sługi.
- Mdlej!- zawołała, przywołując
swoją moc. Mężczyźnie zatrzęsły się nogi, upadł na kolano, chwytając się za
głowę. Alea nie czekała dłużej i ruszyła biegiem do wyjścia. Przekraczając próg
upadła ciężko, łamiąc nos. Sługa wstał i, trzymając dziewczynę za nogę,
pociągnął ją z powrotem do pomieszczenia. Alea leżała na ziemi, trzymając się
za nos, z którego sączyła się krew.
- Jeszcze się nie nauczyłaś,
przeklęta gnido, że nigdy stąd nie uciekniesz?- zapytał złowieszczym tonem,
otrzepując ręce.
- Nie masz prawa obrażać
Opiekunki Smoczej Monety! Gdybym miała dość siły… Zapłacisz mi jeszcze!- krzyczała,
podnosząc się na nogi. Sługa zaśmiał się tubalnym głosem, po czym wyszedł.
Chwilę później do celi wbiegł niski, ubrany w zieloną szatę w ciemne plamy
(Aleę zawsze zastanawiało, czy są to plamy brudu, czy element zdobień szaty)
mężczyzna. Siwa broda, przypominająca bardziej sople lodu, zwisała mu do ziemi.
Mężczyzna co krok przydeptywał ją skórzanymi sandałami, biegnąc do dziewczyny. Siedziała
na krześle, machając nogami. W ogóle nie zwracała uwagi na krew, która obficie
sączyła się z nosa.
- No, no! Przyszedłeś szybciej
niż zwykle!- zawołała na widok mężczyzny. – Zamknąłeś dokładnie drzwi?
-Tak, tak!- odparł, spoglądając
za siebie. Ze skórzanej torby wyciągnął dwa kawałki płótna i podał dziewczynie.
-Dziękuję.- odpowiedziała,
przyciskając płótno do nosa- Masz coś dla mnie, czy nadaremnie się potłukłam?
-Mam, jest tego sporo.- wyciągnął
pięć płatów mięsa i podał smokowi. Doriat obdarzył mężczyznę serdecznym
spojrzeniem i pochłonął pierwszy płat. Alea odgarnęła kruczoczarne włosy za
ucho, nie spuszczając wzroku z gościa.
-Druidzie, kiedy ostatni raz mnie
odwiedziłeś?
-Dokładnie dwa miesiące temu, na
twoje czternaste urodziny.- przeszukał torbę, po czym wyjął bochenek chleba i
ser. Podając posiłek dziewczynie, powiedział:
-To wszystko, co udało mi się
przemycić.
-A masz miód ?- zapytała, nie
posłuchawszy Druida i odgryzła kawałek sera. Druid westchnął i uśmiechnął do
siebie.
-Nie, niestety nie.- wyciągnął z
rękawa pliczek pożółkłych listów. Alea przerwała jedzenie i z ciekawością
spoglądała na rękę Druida. Ten rozejrzał się niepewnie po celi. Usiadł na zimnej,
kamiennej podłodze i ściszył głos do szeptu.
Alea zaniepokoiła się. Minęły już
cztery lata odkąd trafiła do celi po Wielkiej Wojnie między Czarnym Królestwem
a Białym Królestwem. Przez to straciła kontakt ze swoimi siostrami. Dzięki
wizytom Druida, który na zamku pełnił służbę uzdrowiciela, wiedziała, co się z
nimi dzieje.
Z tego, co ostatnio przekazał
Druid wywnioskowała, że Loera i Elis są gdzieś w Europie, na Błękitnej
Planecie. Gdyby udało jej się wydostać z celi i dotrzeć do sióstr, mogłyby
razem ponownie dołączyć do Białego Królestwa i stawić czoła Czarnym Wojskom.
Jednak zawsze zagrażała możliwość,
która bardzo martwiła Aleę- Loera i Elis mogłyby zostać złapane i wtrącone do
celi, a wtedy Insygnia pilnowane przez nie (Loera i Elis również były Opiekunkami)
trafiłby w ręce okrutnego króla Crispina Czarnego Królestwa.
Druid otworzył usta i już miał
zamiar przemówić, gdy za drzwiami dobiegło głośne wołanie strażnika:
-Skończyłeś już z nią?
Alea zamarła, oczekując
odpowiedzi Druida. Jeśli strażnik wejdzie teraz do pomieszczenia, uzdrowiciel
mógłby pożegnać się z życiem.
-Jeszcze chwileczkę! Wstrętna
dziewucha!- zawołał, wstając i wytarł ręką czoło, zlane potem. Strażnik mruknął
w odpowiedzi, po czym nucił jakąś melodię. Alea odetchnęła z ulgą.
Hmm... według mnie, wszystko za szybko się dzieje i jest za mało opisanych informacji. Ale to tylko moja opinia :)
OdpowiedzUsuńNie zniechęcaj się nią i rób co do Ciebie należy :DD
Czekam na następny fragment, oraz na pojawienie się pierwszego tomu w księgarniach :DD
Dziękuję za opinię !
UsuńJuż wcześniej wspominałam, że tekst wymaga korekty, także na pewno uwzględnię w niej Twoją uwagę.
Pozdrawiam !